„Zbudź się, duszo moja (…) pragnę zbudzić jutrzenkę!” (Ps. 57, 9)
Nawrócenie
„Nawróćcie się i wierzcie w ewangelię” (Mk. 1, 15) – mówi w ewangelii św. Marka Jezus z Nazaretu, nawróćcie się, bo w ten właśnie sposób „Zbliża się królestwo Boże” (Mk. 1,15)
Jak jednak rozumieć pojęcie „nawrócenia”? Zwłaszcza, że w języku polskim ma ono aż trzy różne znaczenia: pierwsze mówi o powrocie do poprzedniego stanu, poprzedniego położenia; wykorzystywane jest często w rozważaniach teologicznych w znaczeniu odrzucenia grzechu, niepowracania do złych nawyków, pilnowania ustalonych zasad.
Drugie – mówi o zmianie wyznania, powrotu do „słusznej” religii.
Dopiero trzecie znaczenie kładzie nacisk na zmianę wyznawanych poglądów. I właśnie ono zdaje się właściwie oddawać intencje użytego w ewangelii słowa „Metanoia” (w aramejskim odpowiada mu słowo „Habar beh”, oznaczające „zawrócić”, „powrócić”, w hebrajskim – „Szub” oznaczające wprost „nawrócenie”), natomiast „Metanoia” – wskazuje głównie na wewnętrzny charakter nawrócenia jako zmianę sposobu myślenia, mentalności i woli.
Wiele tekstów biblijnych wiąże nawrócenie z działaniem Ducha Bożego: „A kiedy On, Duch Prawdy przyjdzie, będzie waszym przewodnikiem w drodze do pełnej prawdy” (J, 16, 13). Święty Paweł proponuje pierwszym chrześcijanom: „Nie ulegajcie też obyczajom tego świata, lecz przemieniajcie się, odnawiając waszego ducha, abyście umieli rozpoznać, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe Bogu i doskonałe” (Rz. 12, 2) i życzy im, by Bóg: „pozwolił wam (…) przez Ducha swojego, umocnić w sobie wewnętrznego człowieka, aby Chrystus zamieszkał w waszych sercach przez wiarę” (Ef. 3, 16-17)
Dalej św. Paweł zaznacza: „Trzeba zrzucić z siebie starego człowieka z jego dawnym sposobem życia (…), odnowić ducha i myśli” (Ef. 4, 22-23), dlatego, jak dodaje też św. Piotr: „Starajcie się o wewnętrzną przemianę” (Dz. 2, 38)
Jak jednak dokonać tej przemiany, jak „Narodzić się na nowo” (J. 3,8)?
Zwłaszcza, że „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia! I niewielu ją odkrywa!” (Mt .7. 13 14). Tym niemniej nie jest to niemożliwe, bo „Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy go proszą” (Łk. 11,13).
Droga przemiany
„Aby dokonała się w człowieku przemiana, musi on najpierw obudzić się ze snu i zobaczyć świat takim, jaki jest naprawdę. Bez tego wszelka droga naprzód pozostanie zablokowana. Sen jednak zbyt często bywa podstawowym usposobieniem naszego umysłu i serca. Już Heraklit pisał, że ludzie żyją tak, jakby śnili na jawie, i dopóki się nie obudzą, nie zrozumieją świata wokół siebie ani swojego w nim miejsca” – pisze w Życiu Duchowym Michał Zalewski.
Obudzenie się to przede wszystkim poznanie samego siebie, co jest jednym z najtrudniejszych zadań, jakie może sobie postawić człowiek. Bo kim, tak naprawdę, jestem?
Systemem kości, mięśni i wody tworzącej biologiczne ciało człowieka?
Emocjami, targającymi wnętrze – pół biedy, kiedy są to „motyle w brzuchu” wywołane miłością, ale przecież dużo częściej jest to strach paraliżujący nie tylko umysł, ale i całe ciało?
Czy może Osobą mającą wolną wolę i nieśmiertelną duszę opisywaną świadomością i obdarzoną godnością, o czym często zapomina się w pogoni za pieniędzmi i dobrami materialnymi.
A odpowiedź na powyższe pytania, rzetelna i uczciwa, jest istotna - bo właściwie – kim jest ten, co chce spotkać Boga? Bóg zawsze szuka kontaktu pierwszy, ale to wolny człowiek odpowiada na tę propozycję lub nie. To człowiek może chcieć udać się na miejsce spotkania z Bogiem i nauczyć się „języka” rozmowy z Nim, lub nie - w ramach swojej wolności może przez całe życie pozostać na poziomie rzeczywistości materialnej.
Bo często pojawia się też pytanie – właściwie po co szukać kontaktu z Bogiem? Czy to się w jakikolwiek sposób „opłaci”? Co się „zyska” jeżeli się tym zajmie?
Człowiek dysponuje wszystkim, co jest potrzebne do przejścia wspomnianej przez Człowieka z Nazaretu „Wąskiej drogi”, problemem jest jednak narzucająca się samoistnie rzeczywistość materialna - ona to bowiem, wymuszając pełne skupienie na rzeczach codziennych, które często konieczne są do przeżycia, skutecznie odciąga od poszukiwania jakiejkolwiek duchowości, zwłaszcza, że współczesny świat, zarzucony nowoczesnością, nie zostawia nawet odrobiny czasu na bycie samemu ze sobą, na spotkanie z własnymi myślami, a nawet na tworzenie bliskich kontaktów z innymi ludźmi. Pozostaje coraz bardziej skupiona na sobie samotność, pełna obaw i strachu przed bliskością i otwarciem się na duchowość, czy innego człowieka.
A wejście w sferę duchowości, która może doprowadzić do nawrócenia, wymaga ciszy, roztropności i krytycznego umysłu.
Bóg mówi bowiem przez proroka: „W milczeniu słuchajcie mnie” (Iz. 41,1). Św. Paweł zaleca: „Sprawdzajcie wszystko, a zachowujcie to, co szlachetne. Unikajcie wszystkiego, co złe” (1 Tes. 21-22). Bowiem człowiek poszukujący duchowości „Nad Jego prawem rozmyśla dniem i nocą” (Ps. 1, 2). Psalmista wie też, czego człowiekowi poszukującemu transcendencji potrzeba: „Szukaj pokoju i pilnie oń zabiegaj” (Ps. 34, 15).
Jak jednak uzyskać pokój myśli? Jak dotrzeć do wewnętrznej ciszy?
W każdej sekundzie, w każdej minucie przez neurony łączące półkule mózgu człowieka przetaczają się miliony sformułowań. Niekiedy ukierunkowane, przy rozwiązywaniu skomplikowanych zadań, niekiedy chaotyczne wzmocnione alkoholem lub używkami. Czy jest możliwe ich uciszenie? Przy tym, kiedy człowiek wejdzie nieco bardziej w głąb samego siebie jako pierwsze pojawiają się, przywoływane przez wyrzuty sumienia, nierozwiązane sprawy, niewybaczone krzywdy i uciskające wspomnienia własnych grzechów, co niewątpliwie wywołuje dodatkowe emocje, jeszcze bardziej rozpalające przepływ myśli.
A, parafrazując, statek nie tonie od wody, po której płynie, ale od tej, która wdziera się do jego wnętrza.
Jaki jest zatem sposób na spotkanie głębi samego siebie?
Jak twierdzą mistycy, którzy przeszli tę drogę – w sumie prosty. Wystarczy zacząć obserwować samego siebie, a dokładniej – własne myśli. Patrzeć na nie z pozycji jakby „obserwatora”, znajdującego się gdzieś z boku. Patrzeć bez analizy, bez emocji, bez oceniania – jedynie obserwując: „O czym ta osoba (czyli ja) akurat teraz myśli”. Tę specyficzną obserwację przed wiekami opisał prorok Izajasz: „Słuchajcie uważnie, lecz nie rozumiejąc i patrzcie bacznie, ale nie poznając” (Iz. 6, 9)
„Na pustyni drogę dla Jahwe torujcie! Pośród stepu wyrównujcie ścieżkę Bogu naszemu! Każda dolina ma być wzwyż podźwignięta a każda góra i wzgórze – obniżone. To, co kręte ma być wyrównane, a strome – ma stać się równiną!” (Iz. 40, 3-5). Ta pustynia – to nasze wnętrze, góry, doliny – to emocje, które zaburzają wewnętrzną ciszę.
„W milczeniu trwaj przed Jahwe” (Ps. 37, 7)
Ponownie pojawia się pytanie – Kto właściwie ma trwać? Kim jest moje „Ja”?
Mała jest szansa by móc kiedykolwiek w pełni odpowiedzieć na to pytanie, ale podstawowa wiedza jest potrzebna. Jak ją zdobyć? Tak, jak zdobywamy wiedzę o wszystkim co nas otacza. Po pierwsze i najważniejsze konieczna jest obserwacja.
W gruncie rzeczy po kilku próbach nie jest to wcale takie trudne.
Z zewnątrz wiele można zobaczyć – ale jak jest głębiej? To, co jest pod spodem „wychodzi” na jaw w trudnych sytuacjach. Wówczas obserwacja może dać najwięcej – oto pojawia się problem i co robię? Kulę się ze strachu? Uciekam? Próbuję walczyć z nim? Szukam rozwiązań? Przerzucam odpowiedzialność i winę na kogoś innego? Nie chodzi tu o jakąkolwiek ocenę a jedynie o obserwację – i ewentualne wnioski, nawet te proste – na przykład jak jestem głodny zaczynam być paskudnym marudą – chodzi o przyjęcie do wiadomości, że po prostu tak jest. Bo jest – jak jest. Przy kolejnej obserwacji podobnego przypadku ogląd samego siebie będzie już całkiem inny. A później rzeczywistość – działająca przez jej nieocenianą obserwację rozpocznie nieuchwytne zmienianie człowieka. Cichutkie i powolne.
Z pozoru nic nie będzie się działo. Bo to działanie, jak pisze psalmista „Przynosi owoc w swoim czasie” (Ps. 1, 3).
Czy jest inna droga do nawrócenia? Czy można na przykład postami, umartwieniami, czynami pokutnymi dojść do tego stanu? Św. Paweł nie pozostawia tu wątpliwości: „Nie dotykaj, nie jedz, nie ruszaj (…) przepisy te (…) nie posiadają żadnego znaczenia dla opanowania żądzy zmysłów” (Kol. 2, 21-23).
Oczywiście – dyscyplina wewnętrzna bardzo ułatwia wszelkie wewnętrzne procesy, głównie dlatego, że są one czasem bardzo rozciągnięte w czasie. Nie da się ich dokonać „akcyjnie”, czy natężając się i wysilając przez tydzień czy miesiąc – to tak nie działa – bo to nie człowiek zmienia swoje wnętrze, a robi to zewnętrzna rzeczywistość, której, przez obserwację, daje się szansę uczynienia tego. W swoim czasie i swoim rytmem.
Swego czasu Jan Tauler napisał: „Nieodzowny warunek nowego nawrócenia to zwrócenie się ku sobie (…). Potem nastąpić ma wyjście z siebie, więcej nawet – wzniesienie się poza i ponad siebie. W tym celu człowiek zaniechać musi wszelkiego rodzaju chcenia, pożądania i działania; (…). Dlatego zamilknij, wtedy dopiero bowiem Bóg wypowie w tobie Słowo tego narodzenia, ty zaś zdołasz je usłyszeć. Bo jeśli nie przestaniesz mówić, On będzie musiał milczeć”.
Bowiem nawrócenie przychodzi z zewnątrz.